HOME
PORTFOLIA / TECZKI
BIAŁO-CZERWONA / WHITE-RED
PROTEST TWÓRCÓW
BANK KALENDARZY
BANK WYSTAW
TWÓRCY I PRAWO
O NAS
KONTAKT
aktualizacja: 14.10.2017
 
 HISTORIA
 PAMIĘTACIE?

  Kronika 2003
Relacje z PROTESTU z 2003 roku
 
Prasa o PROTEŚCIE   PRASA menu  

23.04.2006, NEWSWEEK nr 17/06, Piotr Aleksandrowicz, Wojciech Maziarski

Pazerne państwo

Co w tym socjalistycznym rządzie robi liberał?
- Piotr Aleksandrowicz i Wojciech Maziarski zapytali wicepremier ds. gospodarczych i minister finansów Zytę Gilowską,

NEWSWEEK: Jeszcze w zeszłym roku mówiła pani publicznie, że zadaniem rządu jest rugowanie socjalizmu z gospodarki. A teraz co? Jak się czuje wicepremier liberał w rządzie socjalistycznym?

Zyta Gilowska: Dobrze. Właśnie przedstawiłam skomplikowany plan wyrugowania kawałków socjalizmu z polskiej gospodarki. Nie wszystkich, ale istotnych.

Jakich?

- Zamierzam zlikwidować wszystkie zakłady budżetowe i gospodarstwa pomocnicze. Te socjalistyczne twory dysponują ponad 11 miliardami złotych. Planuję doprowadzić do sytuacji, w której państwo za pieniądze publiczne będzie wykonywać zadania publiczne, a nie angażować się w rozmaite ?intereso-bizneso?. Przecież nie jest zadaniem publicznym prowadzenie domu wczasowego lub szklarni.

Zgoda, pani premier, ale gospodarstwa pomocnicze i zakłady budżetowe to kwestia marginalna. Nie tu tkwi sedno problemu.

- Jedenaście miliardów to waszym zdaniem margines? Jeśli to nie jest istotny kawałek socjalizmu, to nie wiem, gdzie jest ten socjalizm... Aaa, już się domyślam, w jakim kierunku zmierzacie. To stara śpiewka: socjalizmem są wydatki socjalne. Odpowiadam: niekoniecznie, te wydatki rosły w latach 90. ? już w III RP, także za sprawą rządów solidarnościowych.

Zmierzamy do tego, że przerost państwa dławi i marnuje energię ludzką. Wszyscy oczekiwali, że po wyborach nastąpi drugie otwarcie, na miarę tego z 1989 r. Podatki radykalnie spadną, wymogi i procedury biurokratyczne zostaną uproszczone, państwo zostawi ludzi w spokoju i pozwoli im się dorabiać. Wyzwolona zostanie kreatywność, przedsiębiorczość, a Polska skoczy do przodu. Tymczasem nic z tego nie wyszło.

- W 1989 roku sytuacja była dość oczywista ? należało wyeliminować absurdy i poczekać kilkanaście tygodni. To tak jak z przedłużaniem życia: by ludzie nie umierali z głodu i żyli 60 lat, a nie tylko 40, trzeba dać im jeść. Ale do tego, by żyli następne 20 lat, konieczny jest rozwój nauki, technik medycznych, opieki zdrowotnej, profilaktyki itd. Na początku lat 90. mieliśmy olbrzymi problem polityczny, bo powrót do gospodarki rynkowej wymagał wielkiej odwagi. Teraz odwaga jest mniej ważna, a wyzwania bardziej złożone. I dlatego przełom taki, jak w 1990 roku, nie jest możliwy. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nie można drugi raz robić akcji z łóżkami polowymi i szczękami.

Nie chodzi o szczęki, tylko o to, że po 17 latach transformacji 25 proc. PKB wytwarza sektor państwowy, a 9 na 15 najbardziej wartościowych firm w Polsce jest pod kontrolą państwa. To jest socjalizm.

- To o tym chcecie rozmawiać? Uważacie, że w czasie stu dni urzędowania powinnam wezwać chętnych, żeby przyszli i wzięli sobie firmy państwowe? To miałoby być zadanie dla ministra finansów i wicepremiera do spraw gospodarczych?

Tak, dla wicepremiera tak. Jest pani wicepremierem ds. gospodarczych w rządzie, który mówi, że programowo nie będzie prywatyzował tego i tamtego.

- W ustawie budżetowej widnieje 5,5 mld zł przychodów z prywatyzacji i mam prawo oczekiwać, że tak będzie. Tempo prywatyzacji w Polsce zmalało nie dlatego, że jest paru socjalistów u władzy, tylko dlatego, że ludzie tego oczekują. Wolni obywatele w wolnych wyborach najsilniej wsparli te ugrupowania, które opowiadały się ? w najlepszym razie ? za ostrożnością w prywatyzacji. Nie da się w demokracji rządzić wbrew woli wyborców, a nikt tu nie jest Ludwikiem XIV.

Jednak socjalizm to m.in. właśnie wielkość sektora państwowego.

- W tej sprawie odsyłam panów na drugą stronę ulicy Świętokrzyskiej, do obecnego prezesa NBP, który w III RP najdłużej pełnił funkcję wicepremiera ds. gospodarczych. Proszę sobie z nim pogadać, bo ja zajmuję ten fotel bardzo krótko. Czuję się osobiście odpowiedzialna za to, co proponuję i co zrobię, a nie za to, co zastałam.

No właśnie ? co pani zrobi? Trzy lata temu mówiła pani: ?Po prostu te przedsiębiorstwa trzeba sprywatyzować?. A dziś?

- Nadal tak uważam, ale nie w kilka miesięcy.

My pytamy o przyszłość. Czy w tym rządzie jest wola prywatyzacji? Czy raczej będzie nacjonalizował, jak w przypadku Banku Ochrony Środowiska?

- Zamiarem rządu jest upowszechnianie stabilnych reguł gry, oczywistych dla gospodarki rynkowej. A więc prywatyzowanie tam, gdzie jesteśmy do tego gotowi. Niestety, jesteśmy zmuszeni zajmować się także skutkami niedojrzałych prywatyzacji z lat poprzednich. W tym gabinecie sprawa sporu z UniCredit zajęła mi więcej czasu niż podatki. Poznałam umowy prywatyzacyjne Pekao SA i BPH i stwierdzam, że jeśli mamy prywatyzować tak, żeby się potem latami namyślać, o co chodziło, to lepiej dłużej się zastanawiać i działać szybko, nie zaś odwrotnie. Podobnie sprawy się mają z PZU i Eureko. Dopóki nie zobaczyłam, nie uwierzyłabym, że można być tak pochopnym.

Rząd zajmuje się przeszłością, a nas interesuje wizja przyszłości. Jakie są intencje i zamierzenia tego rządu? Co właściwie chce zrobić?

- Najlepszym miernikiem intencji rządu jest wpisanie do ustawy budżetowej owych 5,5 mld przychodów z prywatyzacji. Więc wola jest. Jednak czasy, kiedy z prywatyzacji uzyskiwało się ponad 20 miliardów złotych, skończyły się bezpowrotnie. Na zbyciu pozostały albo podmioty wyjątkowo interesujące ? także dla państwa ? albo trudne do sprywatyzowania resztówki. Teraz przygotowujemy strategię gospodarowania tymi resztówkami.

Czy dziennik ?Rzeczpospolita? to jest ten podmiot wyjątkowo interesujący dla państwa? A po co państwu Polska Agencja Prasowa? Po co państwu koksownie, o których wiceminister skarbu mówi, że mają znaczenie strategiczne i nie będzie ich prywatyzować? Czy pani też uważa, że państwo powinno być właścicielem koksowni?

- Proste pytanie, prosta odpowiedź: nie uważam.

Ale będzie.

- Czy na pewno? Czy na zawsze? Wola i opinia jednego człowieka nie zmienią rzeczywistości. Nawet wola wiceministra.

A wola wyborców? Ludzie po wyborach oczekiwali obniżenia podatków. To obiecywały partie, które wygrały, i z tych obietnic nic nie wyszło.

- Właśnie że wyszło. Bo czym są obowiązkowe składki na ubezpieczenie społeczne, które właśnie obniżamy? Obciążenie wynagrodzeń podatkami i składkami, czyli tzw. klin podatkowy w Polsce, wynosi 41,9 proc. i jest wyższe od średniej dla całej Unii, gdzie wynosi 36,4 proc. Otóż, proponujemy taki zestaw zmian w ustawach o ubezpieczeniu społecznym i ustawach podatkowych, których efektem jest obniżka klina podatkowego o prawie 5 punktów procentowych. Czyli zejście do poziomu średniego w Unii Europejskiej. Naszym głównym problemem jest zaporowe opodatkowanie ludzkiej pracy. To m.in. dlatego mamy tak wysokie bezrobocie.

Bilans musi wyjść na zero. Komu więc trzeba przyłożyć podatkiem, by obniżyć składki o 5 proc.?

- Głównie tym, którzy korzystają z różnych nisz podatkowych. Na przykład osobom uzyskującym przychody z tytułu umów o dzieło, zleceń. Ja też z tego przywileju przez lata korzystałam. Dla 800 tysięcy ludzi jest to jedyne deklarowane źródło dochodów. Jeśli odpisują 50-procentowe koszty uzyskania przychodów, to równocześnie nie płacą od tego składek, a podatek dotyczy tylko połowy przychodu. W sumie dochody takich osób są obciążone klinem podatkowym w wysokości 9,5 proc., podczas gdy wynagrodzenie nauczyciela, lekarza, urzędnika obciążone jest klinem 41,9 procent. To niesprawiedliwe i sprzeczne z konstytucją.

Czyli chce pani dociążyć podatkowo najaktywniejszych, którzy próbowali obok zwykłej pracy coś jeszcze robić.

- Nie. Chodzi o dochody osób, które chyba wypisały się z państwa polskiego i z systemu obowiązkowych składek na ubezpieczenie społeczne. To na tym polega przedsiębiorczość, żeby nie płacić składek? O to chcecie się ze mną bić? Patrzycie przez pryzmat swoich 50-procentowych kosztów uzyskania przychodów? Każde wakacje kiedyś się kończą./wytłuszcz. b-c/

Niesłusznie sugeruje pani, że jesteśmy osobiście zainteresowani utrzymaniem dotychczasowego systemu. Nie jesteśmy. Dostrzegamy natomiast, że państwo ukradkiem coraz głębiej sięga do kieszeni najaktywniejszych obywateli. Nawet jeśli jedną ręką coś im daje, to drugą natychmiast zabiera. Na przykład przedsiębiorcy będą mogli odliczać VAT od zakupu samochodu. Pięknie. Tyle że dostaną też w plecy comiesięcznym podatkiem od samochodów firmowych.

- Podatek od użytkowania samochodów firmowych do celów prywatnych występuje praktycznie w całej Europie. Otóż, powszechne używanie samochodów służbowych bez żadnych skutków podatkowych to był właśnie socjalizm, taki bonus, z którego uprzywilejowani korzystali ku złości postronnych. To też powinno się skończyć. Owszem, każda firma będzie mogła kupić samochód i odliczyć cały VAT, ale jeśli pojazd będzie używany do celów prywatnych, będzie to uznawane za korzyść podlegającą ryczałtowemu opodatkowaniu.

Pani premier jest chyba źle poinformowana o zamierzeniach rządu. W zeszłym tygodniu wiceminister finansów Mirosław Barszcz ujawnił w ?Rzeczpospolitej?, że ustawa zakłada, iż każdy samochód osobowy należący do firmy może być używany do celów prywatnych. I dlatego każdy zostanie obciążony podatkiem.

- Nie, nie każdy. Zdecyduje wola właściciela i jego deklaracja w tej sprawie.

Niepokoi nas wysoki stopień redystrybucji dochodów. Głównym adresatem korzyści ma być człowiek zatrudniony na etacie. Zapłacić za te korzyści mają osoby ponadprzeciętnie aktywne i przedsiębiorcze.

- Stopień redystrybucji nie powinien być fetyszyzowany. Głównym dramatem Polski jest najwyższe w Unii bezrobocie. Półtora miliona obywateli w wieku 19-24 lata pozostaje bez pracy, choć często ma znakomite wykształcenie. To jest problemem, a nie dogmatycznie rozumiane poziomy redystrybucji.

I dlatego chce pani wypchnąć poza podatek 19-procentowy całą grupę przedsiębiorców?

- Boże broń, nie wolno wypchnąć żadnego przedsiębiorcy! Przedsiębiorcy dysponują 19-procentowym podatkiem, zarówno CIT, jak i PIT. Proponujemy jedynie wprowadzenie przepisów uniemożliwiających pracodawcom zmuszanie ludzi do przechodzenia na działalność gospodarczą w celu wspólnego oszukiwania państwa i niepłacenia składek na ubezpieczenia społeczne.

Jakie będą kryteria i kto będzie musiał zrezygnować z samozatrudnienia na rzecz pracy etatowej?

- Nikt nie będzie musiał. Nie będzie tylko możliwości przymuszania ludzi do przechodzenia na samozatrudnienie. Proponujemy rzetelną definicję działalności gospodarczej. I w tej definicji nie mieści się regularna praca najemna, wykonywana na rzecz tego samego pracodawcy, na jego odpowiedzialność, na jego ryzyko, pod jego nadzorem i przy pomocy jego warsztatu pracy. Nie zamierzamy zwiększać presji fiskalnej na sektor rynkowy, bo to byłoby po prostu głupie. Chodzi tylko o eliminację enklaw i podatkowych dyskryminacji. Celem jest zapewnienie równości podatkowej.

A jeśli nikt tego pracownika nie zmuszał do przejścia na samozatrudnienie? Jeśli sam tego chciał, bo uznał, że to mu się bardziej opłaca?

- Sam sobie chciał zrobić krzywdę i pozbawić się emerytury? Chciał się wypisać z systemu emerytalno-rentowego? Ależ to jest system obligatoryjny.

Są dwie filozofie reagowania na deptanie trawników: w miejscach wydeptanych można albo położyć chodnik, albo postawić płotek. Do tej pory zawsze nam się pani kojarzyła z chodnikami. Teraz woli pani płoty. Nie poznajemy Zyty Gilowskiej.

- Bo w odróżnieniu od panów znam ludzi, którzy wcale nie chcieli przechodzić na samozatrudnienie, tylko zostali do tego zmuszeni. Mieli do wyboru albo przejść na samozatrudnienie, albo stracić pracę. Wielu pracodawców wykonywało taki manewr, żeby nie płacić składek na ZUS.

Bo są za wysokie.

- Ano właśnie. Wróciliśmy do punktu wyjścia. Dlatego jestem zdeterminowana walczyć o obniżkę tych składek.

Naprawdę pani wierzy, że tylko dzięki tej ograniczonej zmianie powstaną miejsca pracy?

- Od kilkunastu lat wszyscy znani ekonomiści nieustannie mantrują o fatalnych skutkach naszego klina podatkowego. Koszty pracy są prawie dwukrotnie wyższe od wynagrodzenia netto. Więc próbuję je zmniejszać.

A w tym czasie nasi sąsiedzi podejmują radykalne cięcia i reformy systemowe. Kraje bałtyckie i Słowacja mają już podatek liniowy, likwidują biurokratyczne ograniczenia, prywatyzują. Na zachodzie Europy radykalne kroki podejmuje Irlandia.

- Irlandia, zanim przeprowadziła radykalną reformę, miała dwa nieudane podejścia. Słowacy do swojej reformy przygotowywali się przez cztery lata. I nadal mają bardzo wysoką stopę bezrobocia, w tej konkurencji są tuż za nami, na drugim miejscu w UE.

Ale wzrost gospodarczy mają szybszy niż Polska.

- Wśród krajów swojej wagi Polska ma najszybszy wzrost gospodarczy w Europie. Proszę panów, mamy naprawdę niezłe tempo. Mamy dobrą koniunkturę. Nie mieliśmy recesji. Nie mieliśmy kryzysu bankowego. Nie mieliśmy kryzysu walutowego. Naprawdę nie jest źle.

Mamy wzrost PKB o 4-4,5 procent. Miesiąc temu sama pani powiedziała, że to nie wystarczy do ograniczenia bezrobocia.

- Uważam, że przy polskiej aktywności i przedsiębiorczości, przy naszym harcie i dzielności mamy szansę na wzrost rzędu 7 proc. PKB rocznie.

Pani zdaniem program rządu daje szanse na taki wzrost?

- Jeszcze nie w 2007 roku. Ale w średniej perspektywie jest to osiągalne.

Skoro nie jest źle, to dlaczego w dwa lata z Polski wyjechało 200 tysięcy ludzi, głównie młodych, energicznych i wykształconych?

- Bo chcieli żyć lepiej.

I szukali szans na to w Irlandii...

- Proszę pana, za PRL-u dużo więcej by wyjechało, gdyby mieli taką możliwość. Ale nie mieli. To przecież dobrze, że teraz mają.

Nie wiemy, czy warto dalej się o to dopytywać, bo i tak nam to pani wykreśli w czasie autoryzacji.

- Co niby miałabym wykreślić?

To, że wicepremier polskiego rządu sugeruje, iż receptą na ułożenie sobie życia jest emigracja.

- Nonsens, tego nie sugeruję. Powiadam tylko, że gdy wolni ludzie mają okazję i gdy chcą, żeby im było lepiej, to wyjeżdżają. Na tym polega otwarty, demokratyczny kraj, że mogą podjąć taką decyzję. A zawsze gdzieś jest lepiej, zwłaszcza tam, gdzie nas nie ma. Rzeczywiście, ci ludzie często nie widzą szansy dla siebie tutaj, bo bezrobocie najostrzej uderza w ludzi młodych. Nie mogą znaleźć pracy. A nie mogą znaleźć, bo praca jest opodatkowana zaporowo, jak luksusowy alkohol. Zresztą, na Boga, naprawdę macie o to pretensje do mnie?! Osobiście doprowadziłam do tej sytuacji? Dlaczego nie pytaliście o to moich poprzedników rok, dwa czy pięć lat temu?

Pytaliśmy. A poza tym od rządów postkomunistycznych nie oczekiwaliśmy przełomowych decyzji ani liberalnych rewolucji. To obecny rząd miał dokonać przełomu.

- Natychmiastowego usunięcia bezrobocia? Żadna partia tego nie obiecywała.

Ta, która wygrała, obiecywała podatki 18 i 32 proc. I co?

- I wprowadzi je za dwa lata, licząc od naszej rozmowy. Ale najpierw trzeba zmniejszyć koszty pracy i wypełnić zobowiązania wobec Unii Europejskiej. Deficyt sektora rządowego i samorządowego, zgodnie z programem konwergencji fiskalnej, musi maleć o 0,5 proc. PKB rocznie. To oznacza, że w ciągu 2 lat i tak musimy zmniejszyć wydatki o 10-12 mld zł. Nie możemy w tym samym czasie zwiększać dotacji do FUS (w miejsce obniżonej składki rentowej) i zmniejszać dochodów, to byłoby szaleństwo. Chyba że Polska zmieni się politycznie tak bardzo, że postanowi wypowiedzieć własną konstytucję i podpisane traktaty, ale wtedy Unia Europejska na nas nie poczeka. Na dziesiątki lat zostaniemy sami, na peryferiach porządku europejskiego. I będzie dramat dziejowy.

A jeżeli okaże się, że ma pani przygotować taki nowy program konwergencji, rozkładając go na wiele lat?

- Ja do tego ręki nie przyłożę.

W jakim nastroju oczekuje pani na rekonstrukcję rządu i pojawienie się w nim przedstawicieli Samoobrony?

- Pełnym należnej powagi. Radosny to on nie jest.

Spodziewa się pani, że praca w takim gabinecie będzie trudniejsza niż dotychczas?

- Jestem tego pewna.

Ma pani ustalone warunki brzegowe dla swojej obecności w gabinecie?

- Mam.

Jakie?

- Istotne.

Zaczęliśmy od pytania, jak czuje się liberalna wicepremier w socjalistycznym rządzie. Pani przekonywała nas, że nie taki ten rząd socjalistyczny. A nam się wydaje, że nie taka ta Gilowska liberalna.

- Być może, to są proste słowa. Zawsze żartobliwie twierdziłam, że jestem liberalnym konserwatystą albo konserwatywnym liberałem, natomiast w chwili, kiedy wchodziłam w skład rządu, zdefiniowałam się precyzyjniej: jestem chrześcijańskim liberałem.


 
WIEŚCI OD   DO GÓRY
 
 LINKI 2006

  PODPISY
Zobacz LISTĘ SYGNATARIUSZY PROTESTU
  FORUM
PUBLICYSTYKA,
panel dyskusyjny
  NAPISZ
OPINIE, OCENY, WYPOWIEDZI...
 PRASA pisze...
PRASA O PROTEŚCIE TWÓRCÓW
HOME   PORTFOLIA   BIAŁO-CZERWONA/ White-Red   PROTEST TWÓRCÓW  
BANK KALENDARZY   BANK WYSTAW   TWÓRCY I PRAWO   KONTAKT   WSPÓŁPRACA
copyright 2003-2017 - ® Janusz Kobyliński